Lublin Sport.pl > 
18.12.2016, godzina 18:00

Legia Warszawa

Górnik Łęczna

5
:
0

Rewanż Legii na piątkę. Cudu nie dokonał nawet Smuda

Wiesław Pawłat

2016-12-18, godz. 20:21

Debiut trenera Franciszka Smudy w roli trenera Górnika trudno uznać za udany, bo jego zespół przegrał na Łazienkowskiej z Legią aż 0:5. Trzeba jednak przyznać, że mimo wysokiej porażki łęcznianie nie oddali meczu bez walki. Niestety rywal był po prostu znacznie lepszy, a Górnik spędzi zimę na ostatnim miejscu w tabeli.

To spotkanie można było nazwać potyczką Dawida z Goliatem. Legia w ostatnio spisywała się bardzo dobrze i skutecznie goniła czołówkę. Z kolei łęcznianie zamykają ligową stawkę i muszą twardo walczyć o ligowy byt. Dlatego też na ratunek ściągnęli trenera Franciszka Smudę, który ma za zadanie utrzymanie łęcznian w elicie polskiego futbolu. Wprawdzie w dwóch ostatnich meczach Górnik wywalczył cztery punkty, a zespół prowadził tymczasowy zastępca byłego szkoleniowca Andrzeja Rybarskiego - Sławomir Nazaruk, ale potyczka z rozpędzoną Legią to zupełnie inna sprawa. Tym bardziej, że drużyna trenera Jacka Magiery pałała chęcią rewanżu za jesienną porażkę poniesioną na Arenie Lublin (0:1). - Lubię przyjeżdżać na Łazienkowską - mówił przed meczem Smuda, który w przeszłości był piłkarzem i trenerem tego klubu. - Z Legią czeka nas ciężkie spotkanie, a ja w ciągu dwóch dni niewiele mogę zrobić. My jednak nie mamy nic do stracenia, a dla wielu zawodników jest to okazja, aby się pokazać, także mnie. Dodał też, że większych rewolucji w składzie nie przewiduje. I faktycznie - w stosunku do ostatniego wygranego z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza 3:0 meczu - w wyjściowym składzie zaszła tylko jedna zmiana, i to wymuszona żółtymi kartkami. W pomocy miejsce Łukasza Tymińskiego zajął Adam Dźwigała.

Niestety spotkanie zaczęło się fatalnie dla łęcznian. Już w 5. minucie gospodarze objęli prowadzenie. Znakomite podanie z głębi pola otrzymał Waleri Kazaiszwili, wpadł w pole karne i zgrał do Nemanji Nikolicia, a ten nie dał Wojciechowi Małeckiemu najmniejszych szans.

Riposta łęcznian mogła być niemal natychmiastowa, bo Grzegorz Piesio wpadł w pole karne, ograł jednego z warszawskich defensorów, jednak w dobrej sytuacji przestrzelił. Po chwili Bartosz Śpiączka wybił piłkę z rąk bramkarza Arkadiusza Malarza i trafił w poprzeczkę, ale arbiter odgwizdał faul piłkarza z Łęcznej.

W 20. minucie było już 2:0. Vadis Odjidja-Ofoe idealnie obsłużył będącego na szóstym metrze przed bramkę Miroslava Radovicia, a ten mimo nacisku Leandro i Gersona zdołał ją przyjąć i skierować do siatki.

Z upływem czasu przewaga gospodarzy rosła. Legia grała bardzo swobodnie i niekonwencjonalnie. Trzeba jednak przyznać, że łęcznianie też próbowali grać w piłkę i przedzierali się pod bramkę legionistów, z tym że efekty były mizerne i zwykle kończyło się na rzutach rożnych, choć trzeba zauważyć, że po jednym z kornerów Gerson popisał się efektowną przewrotką, ale niestety chybił. Tak więc w pierwszej połowie więcej goli już nie padło.

W przerwie trener Smuda dokonał jednej zmiany - w miejsce Dźwigały wszedł na boisko dawno nieoglądany Łukasz Bogusławski. Łęcznianie nie zamierzali rezygnować. Kilka razy odważnie zapędzili się pod bramkę Legii. Mocno strzelił Śpiączka, ale uderzał z dość ostrego kąta i spudłował. W 55. minucie doszło do zderzenia głowami Gersona z Michałem Kopczyńskim i obaj musieli opuścić boisko.

Przez pewien czas oba zespoły grały w dziesiątkę, ale zdecydowanie lepiej wykorzystali to gospodarze, którzy strzelili trzeciego gola. Radović pięknie wypatrzył Nikolicia, a ten strzelił swoją drugą w tym meczu bramkę.

Kilka minut później przed szansą stanęli łęcznianie. Z dystansu potężnie uderzył Aleksander Komor, lecz trafił piłką w słupek, dopadł do niej Maciej Szmatiuk, strzelił, ale Malarz zdołał piłkę odbić. Górnik się nie poddawał i walczył o zdobycie przynajmniej honorowej bramki. Mocno przymierzył Bogusławski, jednak golkiper gospodarzy był na posterunku. Niestety łęcznianie zostali srogo skarceni. Znowu kapitalną asystą popisał się Odjidja-Ofoe, a skutecznie wykończył ją Nikolić. Chwilę później ten piłkarz opuścił boisko owacyjnie żegnany przez kibiców. Być może był to jego ostatni mecz w Legii, bo ponoć zimą ma zmienić barwy klubowe.

W 85. minucie rozgrywający bardzo dobre spotkanie Radović mógł zdobyć swojego drugiego gola, ale trafił w słupek. Tuż przed końcem spotkania - po dośrodkowaniu Adama Hlouska - skiksował Szmatiuk, z czego skrzętnie skorzystał Kaspar Hamalainen i ustalił wynik spotkania na 5:0.

Kolejne spotkanie Górnik rozegra 11 lutego 2017 roku, kiedy to na Arenie Lublin podejmie Zagłębie Lubin.

Legia Warszawa 5 (2)

Górnik Łęczna 0

Bramki: Nikolić (5., 58., 76.), Radović (20.), Hamalainen (90.).

Legia: Malarz - Bereszyński, Pazdan, Rzeźniczak, Hloušek - Kazaiszwili (73. Aleksandrow), Moulin, Odjidja-Ofoe, Kopczyński Ż (59. Hamalainen), Radović Ż - Nikolić (79. Szymański).

Górnik: Małecki - Sasin, Komor, Gérson (62. Szmatiuk), Leândro Ż - Bonin, Drewniak, Dźwigała (46. Bogusławski), Pitry (65. Hernandez), Piesio - Śpiączka.

Sędziował: Daniel Stefański z Bydgoszczy.

Widzów: 21901.



Udostępnij link: Facebook

Zaloguj się i dodaj komentarz (logowanie wymagane)

Komentarz